Dawid szachuje

Jak już trenować, to porządnie!

Dlaczego arcymistrzowie nie piszą po Polsku?

Ten artykuł będzie wylewaniem żali oraz z pewnością pojawi się w nim złośliwe generalizowania. Więc jeżeli Ci to nie pasuje to przełącz kanał.

Nie jest tajemnicą, że na rynku brakuje polskich publikacji. Często pytacie mnie o porady w tej sprawie i tutaj bez cienia złośliwości – nie pomagam, bo nie mam jak. Po prostu w wielu tematach nie istnieje dobra książka po polsku.

Na pewnym poziomie nie jest to problemem, w końcu dzieciaki uczą się angielskiego od przedszkola, więc w okolicach gimnazjum można im śmiało podawać angielskie pozycje.

Jednak co na niższym poziomie (u młodszych?), lub co z tymi którzy z językami mają spore problemy?

Oczywiście można stwierdzić “do nauki lenie”, ale to chyba jedynie częściowe rozwiązanie.

Abstrahując od leczenia – skupmy się na przyczynie choroby!

3 powody, dlaczego nie opłaca się tworzyć po polsku:

1.Polska społeczność lubi wymagać, ale nie lubi wspierać.

Być może zastanawia Was fakt, że grupa “Chessbrah” komentuje właściwie wszystkie większe wydarzenia. Dlaczego? Z pewnością GM Hansen i spółka mają z tego dużo frajdy, ale sprawdźmy bardziej materialne powody.

W czasie takiego komentowania na ich konto wpada:

  • kilka tysięcy “subów” (po $2.5 za każdy wpada do streamera – w sumie subskrypcja kosztuje $5)
  • spora ilość dotacji – rzędu kilkaset-kilka tysięcy dolarów (oczywiście większość z nich to parę $, ale “grosz do grosza”)

W ten sposób niepotrzebna jest interwencja związku szachowego, niepotrzebna jest interwencja FIDE, ani żadnej stronki szachowej. Po prostu są ludzie, którzy chcą obejrzeć komentarz do partii na wysokim poziomie, a więc pojawia się twórca, który to dostarcza.

A jaka jest różnica na “polskim rynku”? Jest zapotrzebowanie, są twórcy. Czego brakuje? Pytanie z gatunku retorycznych.

Przykład z brzegu:

W niedzielę infoszach prowadził (kilkugodzinną) transmisję z dogrywki Duda-Xiong – oczywiście kosztowało to czas i jakiś nakład finansowy. Jakie wsparcie dostaje infoszach od fanów?
125zł miesięcznie, czyli tyle co średniej klasy instruktor szachowy zarabia w 2.5 godziny.

Można przypuszczać, że transmisja była beznadziejna i tyle. Jednak oglądało ją około 100 widzów, co zdaje się temu przeczyć.

Dodatkowy przykład:

Ja także prowadziłem transmisję z tej dogrywki. Oto statystyki:

Widać że, ilość widzów jest całkiem spora, ale ilość subów/dotacji to dokładnie 1 😉

Jak myślicie w kolejną niedzielę polscy komentatorzy będą odpalali streama, spotkają się z rodziną, a może przeprowadzą 4h zajęć?

Komedii dodaje fakt, że w mediach społecznościowych pojawiają się komentarze w stylu “musicie”, “powinniście”, “lepiej by było dłużej”.

2. Polacy nie czytają

Statystyki mówią, że 63% Polaków nie przeczytało ŻADNEJ książki w ciągu ostatniego roku.
Skoro nasi rodacy tak rzadko sięgają po literaturę to domyślam się, że tym rzadziej szachiści sięgają po książki szachowe (które do przerobienia wymagają zdecydowanie więcej zaangażowania!).

A może po prostu na całym świecie mało się czyta? Ten artykuł wskazuje, że jesteśmy poniżej “unioeuropejskiej” średniej, więc najpewniej “nie ma dramatu”, ale mogłoby być znacznie lepiej.

Przy tym temacie nasunęła mi się myśl, że ciekawe ile z osób, które pobrały ebooka go rzeczywiście przeczytało.

3.Tylko Polacy mówią po polsku

Oczywiście jest to ogromne generalizowanie, ale musicie przyznać, że polski nie jest zbyt popularnym językiem. Tutaj wchodzi prosta kalkulacja – angielski jest językiem, którym posługuje się według różnych szacunków około 1,5mld osób.
Dla porównania – szacuje się, że 44mln osób posługuje się polskim jako językiem ojczystym. Ile osób uczy się polskiego jako języka obcego? Pewnie mikro-garstka.

Liczby niestety bywają brutalne 🙁

Na koniec polecam przeczytać wpis IM-a Witalisa Sapisa o perypetiach z wydaniem książki – zdzierstwo wydawnictw i “chytre” podejście potencjalnych czytelników to jakiś dramat.

Więc kiedy arcymistrzowie emigrują, wydają książki po angielsku, uczą po angielsku to nie ma co ich obrzucać błotem, tylko lepiej się cieszyć, że sobie w życiu radzą!

Oczywiście mam świadomość, że ten tekst nic nie zmieni w mentalności milionów, ale następnym razem jak zobaczycie, że ktoś robi fajną robotę po polsku to warto mu zarzucić miły komentarz, albo chociaż lajka!

“Głowa myśli, ręka robi” – czyli jak poradzić sobie ze zbyt szybkim graniem?

Ostatnio napisałem artykuł o tym jak radzić sobie z niedoczasami – cieszę się, że odbiór był mega pozytywny. Ale dostałem też niemały odzew, że całkiem popularny jest problem odwrotny.

Spora część szachistów (szczególnie amatorów) jest “w gorącej wodzie kąpana”. I na pierwszy rzut oka nie ma w tym nic złego. Są to zawodnicy, którzy lubią sobie “poklikać” i nie bardzo obchodzi ich rozwijanie swoich umiejętności.

Znane jest powiedzenie “Gramy czy myślimy?!” po zbyt długim namyśle przeciwnika 😉

Gorzej jeżeli szachista chce iść naprzód, a jakoś nie jest w stanie się skupić na dłużej niż 10 sekund.

Z czego wynika ten problem?

Brak umiejętności

Zabrzmię brutalnie, ale większość amatorów gra za szybko, bo po prostu nic na szachownicy nie widzą, a co za tym idzie nie odczuwają potrzeby jakiegoś większego rozmyślania.

Oczywiście sam byłem na tym etapie (jak każdy), ale trochę głupio jest się na tym zatrzymać 🙂

Internetowe blitze/bullety

Większość szachistów nie trenuje regularnie, za to praktycznie każdy miewa ochotę na krótszą, lub dłuższą sesje “poklikania” na 3+0 lub 1+0.
W rozsądnych ilościach jest to przyjemna odskocznia, ale “trenowanie” bulletów kilka godzin dziennie musi mieć negatywny wpływ na naszą grę.

Lenistwo

Części szachistów się po prostu nie chce skupiać się i przemęczać myśleniem. Uważam, że nie jest to nic złego, w końcu nie każdy kto się bawi szachami musi mieć aspiracje na poziomie Kasparova.

Jednak takie podejście zabiera mnóstwo frajdy, w końcu nie ma fajniejszego uczucia w szachach niż udowodnienie przeciwnikowi, że jest słabszy 😉

Jak te problemy rozwiązać?

Właściwie nie ma większej filozofii, bo ten problem tkwi w nastawieniu zawodnika (w większości przypadków). Więc zmiana podejścia może dać natychmiastowe efekty.

Trening

Jeżeli nie widzisz nic na szachownicy to będziesz przesuwał figurki “udając”, że grasz w szachy. Więc nie ma lepszego sposobu niż zwyczajne podnoszenie swoich umiejętności.

Tutaj nie ma żadnej filozofii – jeżeli będziesz dostrzegał coraz więcej aspektów pozycji to będziesz potrzebował coraz więcej czasu, aby te elementy przemyśleć. Po pewnym czasie problem zniknie.

(A wtedy będziesz musiał przejść do poprzedniego artykułu, aby poradzić sobie z niedoczasami 😉 )

Właściwie w rozwoju szachisty możemy dostrzec pewną sinusoidę:

  1. Nic nie widzi – gra szybko
  2. Trenuje
  3. Widzi więcej – gra wolniej
  4. Szlifuje umiejętności, które nabył – gra średnio
  5. Trenuje
  6. Widzi więcej – gra wolniej

I tak w nieskończoność.

Detoks blitzów i bulletów

Nałogowe granie superprzyspieszonym tempem wprowadza błędne nawyki do naszego sposobu myślenia (a właściwie całkowicie nas myślenia oducza).

Dlatego proponuję zachować balans – kilka godzin w tygodniu z pewnością nie zaszkodzi (a nawet pomoże). Ale kilka godzin dziennie to zdecydowanie przesada.

Wprowadzenie obowiązkowych pytań

Często jest tak, że przeciwnik robi ruch, a intuicja momentalnie podpowiada nam jak należy zareagować. Oczywiście jest to dobra rzecz, ale intuicję należy sprawdzać!

Ja po każdym ruchu przeciwnika zadaję sobie dwa pytania:

  • Co chce przeciwnik?
  • Co się zmieniło w pozycji?

Dzięki temu podejściu dostrzegam znacznie więcej elementów, a dodatkowo jest to dla mnie znak STOP, który zatrzymuje mnie i nie odpowiadam w pół sekundy 🙂

Chcesz się dowiedzieć więcej o tym (i innych) algorytmach? Zapraszam do przerobienia mojego, w pełni darmowego kursuLINK.

Metody “przymusu bezpośredniego”

Oczywiście “za dzieciaka” też się zmagałem z problemem grania “na partyzanta”. Rozwiązanie okazało się być banalnie proste – po każdym ruchu miałem przykaz od trenera, aby ręce trzymać pod tyłkiem.

Te kilka sekund, które dzieliły moją dłoń od bierek często wystarczało, abym zauważył parę rzeczy, zaczął rozmyślać i nie wykonał posunięcia “z automatu” – proste, a skuteczne.

Słyszałem też, że niektórzy trenerzy stosują metodę “przyklej prawą rękę do oparcia”, ale nie testowałem więc nie polecam 😉

Mam nadzieję, że któraś z metod pozwoli Ci uporać się z tym problemem.

A Ty jesteś myślicielem, czy sprinterem?

« Older posts

© 2019 Dawid szachuje

Theme by Anders NorenUp ↑

FreshMail.pl