Dawid szachuje

Jak już trenować, to porządnie!

Kategoria: Poradniki

“Głowa myśli, ręka robi” – czyli jak poradzić sobie ze zbyt szybkim graniem?

Ostatnio napisałem artykuł o tym jak radzić sobie z niedoczasami – cieszę się, że odbiór był mega pozytywny. Ale dostałem też niemały odzew, że całkiem popularny jest problem odwrotny.

Spora część szachistów (szczególnie amatorów) jest “w gorącej wodzie kąpana”. I na pierwszy rzut oka nie ma w tym nic złego. Są to zawodnicy, którzy lubią sobie “poklikać” i nie bardzo obchodzi ich rozwijanie swoich umiejętności.

Znane jest powiedzenie “Gramy czy myślimy?!” po zbyt długim namyśle przeciwnika 😉

Gorzej jeżeli szachista chce iść naprzód, a jakoś nie jest w stanie się skupić na dłużej niż 10 sekund.

Z czego wynika ten problem?

Brak umiejętności

Zabrzmię brutalnie, ale większość amatorów gra za szybko, bo po prostu nic na szachownicy nie widzą, a co za tym idzie nie odczuwają potrzeby jakiegoś większego rozmyślania.

Oczywiście sam byłem na tym etapie (jak każdy), ale trochę głupio jest się na tym zatrzymać 🙂

Internetowe blitze/bullety

Większość szachistów nie trenuje regularnie, za to praktycznie każdy miewa ochotę na krótszą, lub dłuższą sesje “poklikania” na 3+0 lub 1+0.
W rozsądnych ilościach jest to przyjemna odskocznia, ale “trenowanie” bulletów kilka godzin dziennie musi mieć negatywny wpływ na naszą grę.

Lenistwo

Części szachistów się po prostu nie chce skupiać się i przemęczać myśleniem. Uważam, że nie jest to nic złego, w końcu nie każdy kto się bawi szachami musi mieć aspiracje na poziomie Kasparova.

Jednak takie podejście zabiera mnóstwo frajdy, w końcu nie ma fajniejszego uczucia w szachach niż udowodnienie przeciwnikowi, że jest słabszy 😉

Jak te problemy rozwiązać?

Właściwie nie ma większej filozofii, bo ten problem tkwi w nastawieniu zawodnika (w większości przypadków). Więc zmiana podejścia może dać natychmiastowe efekty.

Trening

Jeżeli nie widzisz nic na szachownicy to będziesz przesuwał figurki “udając”, że grasz w szachy. Więc nie ma lepszego sposobu niż zwyczajne podnoszenie swoich umiejętności.

Tutaj nie ma żadnej filozofii – jeżeli będziesz dostrzegał coraz więcej aspektów pozycji to będziesz potrzebował coraz więcej czasu, aby te elementy przemyśleć. Po pewnym czasie problem zniknie.

(A wtedy będziesz musiał przejść do poprzedniego artykułu, aby poradzić sobie z niedoczasami 😉 )

Właściwie w rozwoju szachisty możemy dostrzec pewną sinusoidę:

  1. Nic nie widzi – gra szybko
  2. Trenuje
  3. Widzi więcej – gra wolniej
  4. Szlifuje umiejętności, które nabył – gra średnio
  5. Trenuje
  6. Widzi więcej – gra wolniej

I tak w nieskończoność.

Detoks blitzów i bulletów

Nałogowe granie superprzyspieszonym tempem wprowadza błędne nawyki do naszego sposobu myślenia (a właściwie całkowicie nas myślenia oducza).

Dlatego proponuję zachować balans – kilka godzin w tygodniu z pewnością nie zaszkodzi (a nawet pomoże). Ale kilka godzin dziennie to zdecydowanie przesada.

Wprowadzenie obowiązkowych pytań

Często jest tak, że przeciwnik robi ruch, a intuicja momentalnie podpowiada nam jak należy zareagować. Oczywiście jest to dobra rzecz, ale intuicję należy sprawdzać!

Ja po każdym ruchu przeciwnika zadaję sobie dwa pytania:

  • Co chce przeciwnik?
  • Co się zmieniło w pozycji?

Dzięki temu podejściu dostrzegam znacznie więcej elementów, a dodatkowo jest to dla mnie znak STOP, który zatrzymuje mnie i nie odpowiadam w pół sekundy 🙂

Chcesz się dowiedzieć więcej o tym (i innych) algorytmach? Zapraszam do przerobienia mojego, w pełni darmowego kursuLINK.

Metody “przymusu bezpośredniego”

Oczywiście “za dzieciaka” też się zmagałem z problemem grania “na partyzanta”. Rozwiązanie okazało się być banalnie proste – po każdym ruchu miałem przykaz od trenera, aby ręce trzymać pod tyłkiem.

Te kilka sekund, które dzieliły moją dłoń od bierek często wystarczało, abym zauważył parę rzeczy, zaczął rozmyślać i nie wykonał posunięcia “z automatu” – proste, a skuteczne.

Słyszałem też, że niektórzy trenerzy stosują metodę “przyklej prawą rękę do oparcia”, ale nie testowałem więc nie polecam 😉

Mam nadzieję, że któraś z metod pozwoli Ci uporać się z tym problemem.

A Ty jesteś myślicielem, czy sprinterem?

Główne grzechy organizatora

Jakiś czas temu pojawił się na moim fanpage post, pod którym spisywaliśmy największe grzechy organizatorów. Część osób uznała mnie za buca, który lubi “dowalić” (i może coś w tym jest :P), ale w rzeczywistości cel był inny.
Chciałem ustalić problemy oraz poszukać rozwiązań!
W tym poście przedstawię najczęściej pojawiające się “przewinienia” oraz podpowiem w jaki sposób należy sobie z nimi poradzić.

I Tragiczne sędziowanie

Chyba najbardziej denerwujący błąd. Nie ma nic bardziej wkurzającego niż sędzia, który nie ogarnia swojej pracy. Nawet nie mam na myśli nieznajomości przepisów (chociaż to też jest problemem), ale głównie chodzi o brak “pomyślunku”.

Przykładowa sytuacja przytoczona przez użytkownika Tomasz Talpin: “Uważam również, że na turnieju powinien być sędzia, aby pilnować warunków na sali gry. Niezbyt fajne jest to, gdy zawodnik (przeciwnik) w czasie gry podchodzi do stolika i na cały głos odbiera telefon, rozmawia 2-3 minuty (wszyscy widzą i słyszą), a potem dalej siada do szachownicy i kontynuuje grę.

Do tego sędzia powinien również upominać bądź wypraszać z sali gry osoby, które zakłócają ciszę i spokój w turnieju. Jeśli zawodnik gra partię, a kilku innych zawodników na głos komentuje to co się dzieje na desce, to chyba jednak sędzia powinien interweniować, prawda?”

Nie będę ukrywał, że na przepisach znam się, ale “bez przesady” (w planach mam ten stan rzeczy zmienić!). Więc nie będę się wymądrzał w tej kwestii.
Generalnie warto zauważyć, że im wyższy poziom turnieju, tym łatwiej się sędziuje (bo zawodnicy znają przepisy i się do nich stosują). Dlatego te porady będą skierowane szczególnie do sędziów turniejów “lokalnych”.

Sędzia powinien:

  • bezwzględnie przetestować drukarkę dzień wcześniej oraz rano (już po rozstawieniu na sali gry)
  • mieć przy sobie wydrukowane przepisy gry – oczywista oczywistość (jak dla mnie) – jakiś zawodnik jest niezadowolony z decyzji? To należy mu pokazać: “O tutaj mamy napisane, że w sytuacji takiej i takiej sędzia powinien ukarać zerem”. I wszelkie dyskusje momentalnie się kończą.
  • przedstawić podstawowe przepisy przed rozpoczęciem – tylko błagam NIE czytajcie całego kodeksu szachowego (znam takie przypadki!). Chodzi o podstawowe rzeczy: dotknięta posunięta, wyłączyć telefony, ruch wykonujemy jedną ręką itp.
  • EGZEKWOWAĆ PRZEPISY – to mnie najbardziej wkurza. Znam wielu świetnych sędziów, ale jeszcze więcej “miernot”. Sędzia nie jest po to, żeby wpisywać wyniki i robić kojarzenia (to potrafi KAŻDY). Zadaniem arbitra jest podejmowanie trudnych decyzji i trzeba mieć jaja, żeby to robić. Arcymistrz przytrzymał przeciwnikowi dźwignię zegara i tamten przegrał na czas? Z automatu GM powinien dostać zero i zostać wywalony z turnieju! I tytuł nie ma tu nic do rzeczy! (O dzwoniących telefonach nawet nie wspominam.).
  • trzymać się harmonogramu – w komunikacie napisano, że zapisy kończą się o 9:30, a w praktyce trwają do 10:30? Niestety norma, a wystarczy raz nie dopuścić do 1 rundy (chociaż tych najbardziej spóźnialskich) i na kolejnym turnieju każdy będzie o czasie 🙂

Może coś pominąłem? Dajcie znać w komentarzach!

II Słaby marketing (lub jego brak)

W dzisiejszych czasach Internet daje nam tyle możliwości! A organizatorów, którzy je w sensowny sposób wykorzystują można policzyć na palcach dwóch (no może trzech) rąk 😉

Aby dobrze zareklamować swój turniej organizator powinien:

Napisać do infoszacha o możliwość patronowania turnieju (zazwyczaj wymiana jest taka, że infoszach wrzuca informacje na stronę, a organizator po turnieju zapewnia wpis podsumowujący turniej).
Myślę, że jest to świetna opcja, ponieważ organizator tak czy siak powinien umieścić “gdzieś” informacje o tym jak przebiegły zawody (chociażby po to, żeby podesłać je sponsorom/władzom miasta). A najlepsze jest to, że ta opcja jest całkowicie darmowa!

Napisać do Polskiego Związku Szachowego o możliwość patronowania turnieju. Tutaj sprawa nie jest już tak banalna, bo przyznam, że nie wiem jakie są kryteria patronowania turnieju. Ale myślę, że warto spróbować, w końcu nic to nie kosztuje, a reklama może być świetna!

Napisać do Kocham Szachy o możliwość patronowania turnieju – podobnie jak wyżej – nic to nie kosztuje, a efekty mogą być świetne (szczególnie jeżeli dołączymy jakieś ciekawe zdjęcia!).

Założyć fanpage danego turnieju (szczególnie jeżeli ma się odbywać cyklicznie), lub stworzyć wydarzenie na facebooku.
Nie ma co ukrywać – facebook jest potęgą! Głupotą byłoby nie skorzystać z darmowej możliwości dotarcia do tysięcy szachistów. Jeżeli ktoś nigdy wcześniej nie zakładał własnej strony to nie ma się czego obawiać. Jest to: szybkie, darmowe i zdecydowanie proste (w internecie znajdziemy mnóstwo poradników “krok po kroku”.

Dodać informację o turnieju w serwisie chess-results (jeżeli chcemy zareklamować turniej za granicą). Mam wrażenie, że chessmanager i chessarbiter nie są zbyt znane poza Polską.

Zastanowić się nad zorganizowaniem studia komentatorów. Brzmi to jak duży wydatek i sporo zachodu, ale rzeczywistość jest całkowicie inna. Wystarczy zagadać do streamerów (którzy i tak praktycznie codziennie coś komentują dla własnej przyjemności!) – w sprzyjających warunkach załatwisz sobie komentarz kompletnie za darmo. (streamer Dawid, streamer Kacper, streamer Mateusz)

Zagadać do silnych zawodników z okolicy – kilku IMów/GMów zdecydowanie podniesie prestiż turnieju. Oczywiście nie “zaczepiaj” wiadomościami: “Cześć! Zapraszam na turniej: link”. Proponuję zagadać chociaż w stylu: “Cześć! Czy jesteś wolny w kolejny weekend?”.
Nie wiem jak inni, ale jak ja dostaję od nieznajomego link bez ani słowa wyjaśnienia (lub przekopiowaną wiadomość) to mnie to po prostu odrzuca.

O czymś zapomniałem, albo coś jest bez sensu? Daj znać w komentarzu! 🙂

III Kombinowanie

Artur Chowaniec napisał: “Mnie to raczej nie dotyczy, bo rzadko walczę o nagrodę, ale słyszałem o takich sytuacjach, że ktoś przyjechał, bo chciał zobaczyć silnego zawodnika, którego później nie było.

Tutaj jestem w stanie zrozumieć organizatora, bo to nie jego wina jeżeli ktoś się zapisał, a nie zagrał na turnieju. Ale jeżeli organizator notorycznie wpisuje zawodników bez ich wiedzy to jest to po prostu zwykłe oszukiwanie i nie powinno mieć miejsca.

Artur Chowaniec: “Ostatnio grając w amatorskim turnieju drużynowym mój zespół zajął 1. miejsce i dostał… puchar przechodni, który ma oddać za rok na kolejną edycję turnieju. „Normalne” puchary dostały drużyny z 2. i 3. miejsca i oni nic nie muszą oddawać. Z tego co słyszałem (nie wiem na ile to jest prawda) dla zwycięzców miał być normalny puchar + puchar przechodni, ale organizator myślał, że jego klub wygra.”
W sumie nie jest to jakaś wielka tragedia, ale widać, że kombinowanie (wszelkiej maści) powoduje jedynie problemy – czy chęć oszczędzenia kilkudziesięciu złotych jest tego warta? Chyba nie.

Co powinien zrobić organizator?

W komunikacie jasno napisać:

  • jak dotrzeć na salę gry (jeżeli jest ona w dużym budynku, jeżeli nie to sam adres wystarczy)
  • jakie są nagrody (jeżeli zależne od ilości uczestników to najlepiej podać minimalne nagrody + nagrody przy odpowiedniej ilości uczestników)
  • nieprzekraczalny termin rozpoczęcia rund i końca zapisów
  • dopuszczalne spóźnienie

(I oczywiście wszelkie inne informacje, ale tutaj wymieniłem te, których najczęściej brakuje.)

Zainwestować w puchary – wbrew pozorom warto! Ostatnio wygrywając turniej w Jastrzębiu-Zdroju dostałem puchar-gigant, a zdjęcie z zakończenia zebrało mnóstwo reakcji na facebooku’u. Do tej pory ludzie mnie pytają skąd ten puchar. Zdecydowanie lepiej wygląda obcięcie nagród o 50zł i dołożenie do solidnych pucharów, które będą się elegancko prezentowały na zakończeniu 🙂

Wpisywać na listę zawodników tylko tych, którzy się zgłosili (bez zawodników-widmo).

IV Brak określonej rangi turnieju

Artur Chowaniec: “Jednak jeśli na amatorskim turnieju sędzia każe zawodników za najmniejsze przewinienia, tak że panuje „sztywna atmosfera” i nie da się normalnie grać, to prędzej czy później zawodnicy będą unikać gry u tego sędziego. Raz poszedłem kupić wodę mineralną (opuściłem salę gry bez zgody sędziego). Jeden sędzia mówił, że należała mi się za to przegrana.
Myślę, że z takim podejściem w amatorskim turnieju gdzie nie mam szans na nagrody taki sędzia może mieć później problem ze znalezieniem chętnych do gry.”

Tutaj muszę się z Arturem nie zgodzić – zasady są po to, żeby ich przestrzegać. Tylko pojawia się pytanie – jaki to był turniej? Jeżeli turniej wakacyjny bez nagród to nie ma co się czepiać – sędzia mógł przymknąć na to oko. Ale jeżeli to były to np. Mistrzostwa Województwa? Na turnieju takiej rangi zasady powinny być egzekwowane surowiej.

Podam przykład. Kiedyś grałem na turnieju w Rewalu. I organizator na odprawie technicznej powiedział: “To jest turniej wakacyjny, więc nie będziemy się jakoś mocno czepiali – na partię można się spóźnić godzinę”.

Myślę, że jest to elegancki sposób, żeby jasno określić jaki jest zamysł turnieju 🙂

To wszystkie “grzeszki”, które przygotowałem. Może coś pominąłem? A może z czymś się nie zgadzacie. Koniecznie dajcie znać w komentarzach!

© 2019 Dawid szachuje

Theme by Anders NorenUp ↑

FreshMail.pl