Dawid szachuje

Jak już trenować, to porządnie!

Kategoria: Trening (page 1 of 10)

Jak nie wpadać w niedoczasy?

Jakiś czas temu natknąłem na świetny (jak zwykle!) artykuł Bartka Popiela na temat Prawa Parkinsona. Wszyscy wiemy, że życie naśladuje szachy i tutaj po raz kolejny mamy potwierdzenie.

Parkinson postawił swoją tezę “Praca rozszerza się tak, żeby wypełnić czas dostępny na jej ukończenie”, próbując wyjaśnić fakt, że praca w urzędach (i nie tylko) jest wykonywana w “najpóźniejszym, możliwym terminie”.

I nagle mnie olśniło.

Przecież dokładnie tak jest w szachach!

  • gram 3’+0” w necie? – zagram całą partię “na luzie”
  • gram 3’+2” na żywo? – spokojnie zagram całą partię
  • gram 90’+30” na żywo? – spokojnie zagram całą partię, ale zużyję 30 razy więcej czasu!

Jak widzicie jest to idealny przykład zastosowania Prawa Parkinsona. Niezależnie od ilości dostępnego czasu – szachiście i tak go zabraknie (w dużym uproszczeniu).

Czym jest niedoczas?

Według mnie jest to jeden z najczęściej pojawiających się problemów u rozwijających się szachistów. Na początku kariery jest łatwo: “mało widzę = potrzebuję mało czasu na zastanowienie”.

Jednak trenujący szachista z czasem widzi coraz więcej, a co za tym idzie jego rozmyślania pożerają coraz więcej czasu. I wtedy pojawiają się problemy z niedoczasami!

Jakie są konsekwencje sytuacji, gdzie ja mam na zegarze “sekundy”, a przeciwnik godzinę?

  • przegrywam wygrane pozycje – będąc pod ogromną presją czasu ciężko jest realizować przewagę, a szczególnie w sytuacji, kiedy przeciwnik komplikuje pozycję!
  • frustracja – w końcu trenuję, widzę więcej, a jednak ranking nie rośnie 🙁
  • stres – zamiast myśleć o dobrym ruchu, to mam w głowie “graj szybciej, bo znowu przegrasz na niedoczasie”

Brzmi znajomo? Zapewne każdy szachista przechodził przez to w pewnym momencie kariery. Niestety, ale obawiam się, że spora część szachistów nigdy nie wychodzi poza poziom “mocno początkujący” właśnie przez niedoczasy.

Jak radzić sobie z niedoczasami?

Trening liczenia wariantów

Chyba nie ma bardziej czasochłonnej czynności w czasie partii. Liczenie wariantów to zmora wielu szachistów. Głównie przez to, że jest to dosyć skomplikowana czynność, w której łatwo o pomyłkę.

Łatwo o pomyłkę, a więc warto obliczenia sprawdzić? Raz, drugi, trzeci? I nagle okazuje się, że minęło 30 minut, a ja nie doszedłem do żadnych, logicznych wniosków.

Niestety, ale znam to z autopsji 🙁

Jakie jest lekarstwo? Należy poznać algorytm liczenia wariantów, a potem trenować, trenować i jeszcze raz trenować! Z moich doświadczeń wynika, że podszkolenie się w liczeniu wariantów pomaga w większości przypadków.

Algorytm liczenia wariantów opisałem TUTAJ, a metody treningu TUTAJ, dlatego nie będę tego opisywał w tym artykule.

Dodatkowo możesz skorzystać z mojego kursu “5 kroków do…”, dzięki któremu poznasz najważniejsze algorytmy myślenia, co znacząco poprawi Twoją szybkość myślenia!

Trening debiutowy

Jest 5-ty ruch, przeciwnik ma na zegarze 1:32, a Ty już nie wiesz co masz robić? To normalne, nie ma się czym przejmować. Każdemu zdarza się zapomnieć wariantu/wpaść w jakiś rzadko spotykany system.

Ale jeżeli ta sytuacja zdarzyła Ci się po raz 7-my w tym samym turnieju to znak, że jest to pewien problem!

W jaki sposób ten problem należy rozwiązać?

Kilka szybkich porad (więcej w TYM artykule):

  • miej ustalony repertuar debiutowy – granie “na partyzanta” kosztuje mnóstwo czasu
  • regularnie powtarzaj notatki (które oczywiście trzeba mieć! np. stąd)
  • graj partie treningowe – teoretycznie klepanie blitza przez internet nie jest zbyt rozwojowe, ale nie ma lepszego sposobu na powtarzanie teorii debiutu! (Jeszcze lepiej byłoby znaleźć “sparing partnera”.)

Trening pod presją czasu

Każdą partię gramy z ograniczonym czasem do namysłu, a trening powinien być jak najbardziej zbliżoną symulacją partii.

Sprawa jest banalnie prosta – rozwiązując zadania ustalamy sobie pewną ilość czasu na przemyślenie danej pozycji. W ten sposób motywujemy się do większego skupienia i efektywniejszego myślenia 🙂

Dyscyplina

Wydaje mi się, że wielu szachistów traci czas w niezwykle głupi sposób: spacerowanie po sali gry, rozmyślanie o głupotach lub nawet rozmowy ze znajomymi!

Myślę, że należy zachować odpowiedni balans – w końcu partia szachów trwa kilka godzin, więc ciągłe siedzenie przy desce nie jest dobrym pomysłem. Jednak nie należy przesadzać w drugą stronę, kiedy przeciwnik myśli dłuższą chwilę to nie jest to dla Ciebie “czas na spacer” 😉

Garść porad:

  • ogranicz “spacery” w czasie partii – wiadomo, że co jakiś czas trzeba wyjść do toalety, lub zobaczyć co dzieje się w partii kolegi. Ale spacerowanie przez 90 minut czasu przeciwnika to znaczna przesada.
  • bądź skupiony – rozmowy w czasie partii są sprzeczne z przepisami, a do tego nieeleganckie. Co więcej, wytrącają nas ze skupienia.
  • na ruchu przeciwnika spróbuj “wejść w jego buty” – oceniaj pozycję, próbuj odgadnąć plan przeciwnika!

Odwaga

Wydaje mi się, że wiele problemów z niedoczasem bierze się z braku zaufania do własnych umiejętności. Często w trakcie analiz spotykam się z sytuacją, że “nie zagrałem tego ruchu, bo wydawało mi się, że coś tam jest”. Potem oczywiście pytam: “A widziałeś jakąś groźbę przeciwnika?”. I tutaj zazwyczaj dostaję odpowiedź: “No w sumie to nie”.

Jeżeli masz pomysł, policzyłeś dokładnie warianty i dalej uważasz, że dane posunięcie jest najlepsze to po prostu je zagraj!

Ważna jest pewność siebie 🙂

Granie blitzów w internecie

Na pewnych zawodników nie ma rady – dobrze liczą warianty, znają debiuty, a i tak wpadają w niedoczasy. Tutaj sprawa jest trudniejsza i trzeba podjąć drastyczniejsze środki.

Jeżeli żadna z powyższych porad nie zadziałała to znaczy, że trzeba po prostu katować blitze w internecie. Co to daje?

Grając partie na 3’+0” jesteśmy zmuszeni do podejmowania decyzji w oparciu o intuicję, a nie o dokładne obliczenia. A więc regularne sesje blitza sprawiają, że nasze myślenie staje się znacznie bardziej intuicyjne.

Na moim przykładzie mogę powiedzieć, że odkąd zacząłem streamować (kilka razy w tygodniu mam 2-godzinne “sesje” grania blitza) to problem z niedoczasami praktycznie nie istnieje.

Oczywiście nie chodzi o zagrania 2-3 gierek tygodniowo, tylko o kilkugodzinne sesje! Tylko w ten sposób efekty będą zauważalne 🙂

WAŻNE!

Nie jest to sposób dla początkujących zawodników – jest to sposób “ostateczny” w razie jeżeli poprzednie zawiodły. Gracz, który ma małe pojęcie o szachach ma też słabo rozwiniętą intuicję. Z tego powodu rozwijanie intuicyjnego grania będzie miało katastrofalne skutki.

Nawiasem mówiąc, jest to jedna z wielu przyczyn, przez które mało który zawodnik wykracza poza granicę 1400 elo. Katowanie blitzów na niskim poziomie jest uwsteczniające.

Dodatkowe materiały

Myślę, że szachiści “lubią kombinować” – jest to i plus i minus, ale postanowiłem kiedyś zrobić moim uczniom zajęcia pt.”Proste szachy”. Jestem pewien, że to nagranie będzie niezwykle przydatne dla wszystkich niedoczasowców!

Pomogłem!?

Mam nadzieję, że tak, bo swego czasu miałem ogromne problemy z wpadaniem w niedoczasy i wiem, że to nic przyjemnego…

Teraz już wiesz, co trzeba zrobić – Czas na trening!

Jak przygotowuję się do kołówek?

Często dostaję tego typu zapytanie. Szachiści wiedzą, że przed turniejem należałoby robić “coś innego”, ale niezbyt wiedzą co. W tym wpisie postaram się przedstawić moją wizję na temat idealnego przygotowania do startu w zawodach.
Oczywiście znajdziecie też informacje o tym jak wygląda to u mnie w praktyce. Niestety, ale jeszcze nigdy nie udało mi się zrealizować idealnego planu przygotowań 🙁

Tutaj część moich “starych” fanów może się pukać w czoło: “Co ten Dawid wypisuje przecież 17-tego czerwca 2016 roku opublikował już artykuł o przygotowaniach!”. Jak najbardziej macie racje, ale wtedy byłem “o 200 oczek głupszy”. Teraz mam zdecydowanie więcej do powiedzenia.

Kiedy rozpocząć przygotowania?

Oczywiście chodzi o oddzielenie “zwyczajnego” treningu od tego typowo turniejowego. Myślę, że 2-3 tygodnie, zależnie od dostępnego czasu. Generalnie jeżeli nie mam potwierdzonego wyjazdu jakiś miesiąc wcześniej, to turniej dla mnie odpada. Dlaczego? Bo wiem, że nie byłbym w stanie się solidnie przygotować.

Na czym należy się skupić w ramach przygotowań?

Skoro mamy grać w szachy to dobrze jest zrobić “rozgrzewkę”. Dlatego przede wszystkim należy nastawić się na trening praktyczny. Praktyczny, czyli taki, gdzie ja wykonuję pracę, a nie biernie “czytam” analizy kogoś innego.
(Trening zawsze powinien być w sporej mierze praktyczny, ale przed samym turniejem nastawiam się na 100% praktyczne zadania).
W tytule artykułu napisałem o kołówkach (kołówka – turniej, w którym gramy systemem “każdy z każdym” – znamy wszystkich swoich przeciwników przed zawodami), a więc należy dorzucić specyficzne przygotowanie debiutowe.
Na czym polega różnica pomiędzy przygotowaniem debiutowym na turniej szwajcarski, a na turniej kołowy?
W ramach przygotowań do szwajcara należy powtórzyć WSZYSTKIE grywane warianty. Oczywiście w pierwszej kolejności te najbardziej popularne, a w drugiej boczniaki. Czyli w dużym skrócie robimy ogólną powtórkę całego repertuaru.
Natomiast w czasie przygotowań do kołówki dobrym podejściem będzie zrobienie ogólnej powtórki ze szczególnym naciskiem na warianty grane przez przeciwników.
(W turnieju szwajcarskim nie wiemy z kim przyjdzie nam grać, w kołówce wiemy i należy tę wiedzę koniecznie wykorzystać!)

Wiemy już co trenować, teraz pojawia się pytanie:

Jak trenować przed kołówką?

Trening praktyczny

W dużym skrócie – zadanka, zadanka i jeszcze raz zadanka!
Przede wszystkim powinniśmy naoliwić mechanizm liczenia wariantów. Dlatego nie ma tu wielkiej filozofii. Korzystamy z książki/serwisu internetowego i katujemy zadania taktyczne “do bólu”.
Dla lepszych efektów polecam działać takim schematem:
1. Wyświetla mi się pozycja.
2. Wybieram posunięcia kandydujące.
3. Zapisuję posunięcia kandydujące.
4. Liczę warianty zaczynając posunięcia, które podpowiada mi intuicja.
5. Jeżeli znalazłem rozwiązanie to zapisuję i sprawdzam.
6. Jeżeli nie znalazłem rozwiązania to wracam do punktu drugiego i szukam innych posunięć kandydujących.
Jest to (w duuuużym uproszczeniu) schemat liczenia wariantów, który stosuję. Oczywiście trening to symulacja partii! Więc jeżeli będę liczył warianty “na partyzanta” to potem w czasie partii też będę popełniał błędy. Warto więc trenować sumiennie (i uczciwie!).

Przygotowanie debiutowe

Tutaj nie ma nic niezwykłego – zaczynamy od zrobienia gruntownej powtórki CAŁEGO repertuaru debiutowego. Oczywiście, żeby to zrobić należy mieć jakieś notatki (których nie da się zrobić z dnia na dzień). Dlatego zachęcam do ciągłej pracy nad repertuarem, bo z czasem tworzy się pokaźna baza, z której aż przyjemnie się korzysta 🙂
Myślę, że logiczne jest, że powtórka to nie bezmyślne przeklikanie pgnu! Najlepszym sposobem jest zasłonięcie notacji i odgadywanie posunięć. Pamiętaj, że w praktyce człowiek uczy się najwięcej!
Dodatkowo po powtórce należy sprawdzić swoją wiedzę w partiach internetowych. Dla mnie jest to przymus (w końcu gram dużo na streamch), ale uważam, że jest to przydatne treningowo.
Przykładowa sytuacja – zagram przyspieszonego, przeciwnik zaskoczy mnie kolejnością posunięć i przegram. Potem sprawdzę co poszło nie tak i już będę o jedną ideę mądrzejszy.
(Tutaj warto wspomnieć, że bezmyślne klepanie blitza totalnie nie ma sensu. Taki trening sprawdzi się tylko w przypadku grania na pełnym skupieniu z następnym sprawdzaniem błędów debiutowych).

Przygotowanie debiutowe w pigułce:
1. Spisać repertuar debiutowy.
2. Zrobić kompletną powtórkę repertuaru.
3. Grać partie na 3’+2” w schemacie:
a) Gram partię na pełnym skupieniu
b) Sprawdzam “co poszło nie tak”
c) Jeżeli dany wariant nie znajduje się w moim opracowaniu to dopisuję

Przygotowanie debiutowe pod kołówkę

Oczywiście pierwszym punktem jest wykonanie przygotowania pod turniej systemem szwajcarskim.
Co możemy zrobić więcej?
Znajomość konkretnych przeciwników to wiedza, którą musimy wykorzystać. W jaki sposób? Robimy przygotowania pod konkretnych zawodników!
Jak ja to robię?
1. Pobieram partie zawodnika.
2. Spisuję debiuty, które gra białymi.
3. Spisuję debiuty, które gra czarnymi.
4. Tworzę dwa foldery, do których wrzucam opracowania, które będę chciał powtórzyć przed partią.
5. Jeżeli przeciwnik gra debiut, którego nie znam/nie mam opracowania to takowe tworzę!

Finalnie wygląda to tak:

Wygląd folderu

Takie podejście dużo daje. Szczególnie, kiedy mamy podwójne rundy. Przykładowo – gram pierwszą partię 4,5h – idę na obiad – wracam do pokoju – okazuje się, że do kolejnej rundy mam godzinę.
Dzięki przygotowaniu – odpalam odpowiedni folder, robię powtórkę i mam jeszcze czas na krótką drzemkę!

Jak wygląda idealne przygotowanie do turnieju?

Oczywiście proszę mieć na uwadze, że jest to moje subiektywne zdanie i mogę nie mieć racji (właściwie mój sposób ewoluuje z każdym turniejem).

Założenia: mam 3 tygodnie do turnieju i 4 godziny dziennie (tworzenia opracowań nie wpisuję, bo to praca na miesiące, jeśli nie lata!).

Tydzień pierwszy (trening 4x):

  • 1h rozwiązywania zadań taktycznych
  • 1h rozwiązywania zadań strategicznych
  • 1h powtórka opracowań debiutowych
  • 30-60 minut aktywności fizycznej

Tydzień drugi (trening 4x):

  • 1,5h rozwiązywanie zadań taktycznych
  • 1,5h powtórka opracowań debiutowych
  • 30-60 minut aktywności fizycznej

Tydzień trzeci (trening 4x):

  • 1h rozwiązywania zadań taktycznych
  • 2h powtórka opracowań debiutowych
  • 30-60 minut aktywności fizycznej

I parę dni przed samym turniejem totalny odpoczynek od szachów.

Może się wydawać, że ten plan to łatwizna, ale w sumie “pożera” około 48 godzin. Jeszcze nigdy nie udało mi się go wykonać w pełni (szczególnie tych punktów z aktywnością fizyczną…).

Jak wyglądały moje przygotowania do Kołówki w Katowicach?

Marzec:
11h (z 15 planowanych) treningu z “Calculation” – Aagaarda
6h (z 10 planowanych) treningu z “Positional Play” – Aagaarda
11h (z 15 planowanych) pracy nad repertuarem (w tym liczone powtarzanie i tworzenie opracowań)
0h basenu/roweru/czegokolwiek

Kwiecień (tydzień przed kołówką):
3h (z 6 planowanych) treningu z “Calculation” – Aagaarda
8h (z 12 planowanych) pracy nad debiutami
0h basenu/roweru/czegokolwiek

Tak jak widzicie – moje przygotowania były zdecydowanie inne od “idealnego planu”. Ale udało mi się wykonać całkiem sporo solidnego treningu!

Kluczowe wnioski:

  • zabrakło przygotowania fizycznego – w końcówce turnieju to dawało o sobie znać (zagranie 7 partii po 4,5h każda sprawiło, że piątego dnia “odlatywałem”)
  • za dużo czasu spędziłem na robieniu opracowań debiutowych – powinienem był skupić się na powtórce!
  • odpowiednia dieta pomaga! – miesiąc przed turniejem widzowie podpowiedzieli mi zastosowanie się do zaleceń diety ketogenicznej. Oczywiście nie zastosowałem się do nich w 100% 🙁 Ale efekty i tak były widoczne! Jestem pewien, że bez tego odpływałbym już w trzeciej rundzie.

Na koniec ciekawostka – skąd mam tak dokładne wyliczenia co do treningu?
Stosuję najprostsze metody – stoper+kartka, na której zaznaczam wykonany trening:

Plan działania

Daj znać w komentarzu jak wyglądają Twoje przygotowania! Może będę w stanie coś doradzić 🙂

« Older posts

© 2019 Dawid szachuje

Theme by Anders NorenUp ↑

FreshMail.pl