Dawid szachuje

Jak już trenować, to porządnie!

Tag: szachy (page 1 of 16)

“Głowa myśli, ręka robi” – czyli jak poradzić sobie ze zbyt szybkim graniem?

Ostatnio napisałem artykuł o tym jak radzić sobie z niedoczasami – cieszę się, że odbiór był mega pozytywny. Ale dostałem też niemały odzew, że całkiem popularny jest problem odwrotny.

Spora część szachistów (szczególnie amatorów) jest “w gorącej wodzie kąpana”. I na pierwszy rzut oka nie ma w tym nic złego. Są to zawodnicy, którzy lubią sobie “poklikać” i nie bardzo obchodzi ich rozwijanie swoich umiejętności.

Znane jest powiedzenie “Gramy czy myślimy?!” po zbyt długim namyśle przeciwnika 😉

Gorzej jeżeli szachista chce iść naprzód, a jakoś nie jest w stanie się skupić na dłużej niż 10 sekund.

Z czego wynika ten problem?

Brak umiejętności

Zabrzmię brutalnie, ale większość amatorów gra za szybko, bo po prostu nic na szachownicy nie widzą, a co za tym idzie nie odczuwają potrzeby jakiegoś większego rozmyślania.

Oczywiście sam byłem na tym etapie (jak każdy), ale trochę głupio jest się na tym zatrzymać 🙂

Internetowe blitze/bullety

Większość szachistów nie trenuje regularnie, za to praktycznie każdy miewa ochotę na krótszą, lub dłuższą sesje “poklikania” na 3+0 lub 1+0.
W rozsądnych ilościach jest to przyjemna odskocznia, ale “trenowanie” bulletów kilka godzin dziennie musi mieć negatywny wpływ na naszą grę.

Lenistwo

Części szachistów się po prostu nie chce skupiać się i przemęczać myśleniem. Uważam, że nie jest to nic złego, w końcu nie każdy kto się bawi szachami musi mieć aspiracje na poziomie Kasparova.

Jednak takie podejście zabiera mnóstwo frajdy, w końcu nie ma fajniejszego uczucia w szachach niż udowodnienie przeciwnikowi, że jest słabszy 😉

Jak te problemy rozwiązać?

Właściwie nie ma większej filozofii, bo ten problem tkwi w nastawieniu zawodnika (w większości przypadków). Więc zmiana podejścia może dać natychmiastowe efekty.

Trening

Jeżeli nie widzisz nic na szachownicy to będziesz przesuwał figurki “udając”, że grasz w szachy. Więc nie ma lepszego sposobu niż zwyczajne podnoszenie swoich umiejętności.

Tutaj nie ma żadnej filozofii – jeżeli będziesz dostrzegał coraz więcej aspektów pozycji to będziesz potrzebował coraz więcej czasu, aby te elementy przemyśleć. Po pewnym czasie problem zniknie.

(A wtedy będziesz musiał przejść do poprzedniego artykułu, aby poradzić sobie z niedoczasami 😉 )

Właściwie w rozwoju szachisty możemy dostrzec pewną sinusoidę:

  1. Nic nie widzi – gra szybko
  2. Trenuje
  3. Widzi więcej – gra wolniej
  4. Szlifuje umiejętności, które nabył – gra średnio
  5. Trenuje
  6. Widzi więcej – gra wolniej

I tak w nieskończoność.

Detoks blitzów i bulletów

Nałogowe granie superprzyspieszonym tempem wprowadza błędne nawyki do naszego sposobu myślenia (a właściwie całkowicie nas myślenia oducza).

Dlatego proponuję zachować balans – kilka godzin w tygodniu z pewnością nie zaszkodzi (a nawet pomoże). Ale kilka godzin dziennie to zdecydowanie przesada.

Wprowadzenie obowiązkowych pytań

Często jest tak, że przeciwnik robi ruch, a intuicja momentalnie podpowiada nam jak należy zareagować. Oczywiście jest to dobra rzecz, ale intuicję należy sprawdzać!

Ja po każdym ruchu przeciwnika zadaję sobie dwa pytania:

  • Co chce przeciwnik?
  • Co się zmieniło w pozycji?

Dzięki temu podejściu dostrzegam znacznie więcej elementów, a dodatkowo jest to dla mnie znak STOP, który zatrzymuje mnie i nie odpowiadam w pół sekundy 🙂

Chcesz się dowiedzieć więcej o tym (i innych) algorytmach? Zapraszam do przerobienia mojego, w pełni darmowego kursuLINK.

Metody “przymusu bezpośredniego”

Oczywiście “za dzieciaka” też się zmagałem z problemem grania “na partyzanta”. Rozwiązanie okazało się być banalnie proste – po każdym ruchu miałem przykaz od trenera, aby ręce trzymać pod tyłkiem.

Te kilka sekund, które dzieliły moją dłoń od bierek często wystarczało, abym zauważył parę rzeczy, zaczął rozmyślać i nie wykonał posunięcia “z automatu” – proste, a skuteczne.

Słyszałem też, że niektórzy trenerzy stosują metodę “przyklej prawą rękę do oparcia”, ale nie testowałem więc nie polecam 😉

Mam nadzieję, że któraś z metod pozwoli Ci uporać się z tym problemem.

A Ty jesteś myślicielem, czy sprinterem?

Jak nie wpadać w niedoczasy?

Jakiś czas temu natknąłem na świetny (jak zwykle!) artykuł Bartka Popiela na temat Prawa Parkinsona. Wszyscy wiemy, że życie naśladuje szachy i tutaj po raz kolejny mamy potwierdzenie.

Parkinson postawił swoją tezę “Praca rozszerza się tak, żeby wypełnić czas dostępny na jej ukończenie”, próbując wyjaśnić fakt, że praca w urzędach (i nie tylko) jest wykonywana w “najpóźniejszym, możliwym terminie”.

I nagle mnie olśniło.

Przecież dokładnie tak jest w szachach!

  • gram 3’+0” w necie? – zagram całą partię “na luzie”
  • gram 3’+2” na żywo? – spokojnie zagram całą partię
  • gram 90’+30” na żywo? – spokojnie zagram całą partię, ale zużyję 30 razy więcej czasu!

Jak widzicie jest to idealny przykład zastosowania Prawa Parkinsona. Niezależnie od ilości dostępnego czasu – szachiście i tak go zabraknie (w dużym uproszczeniu).

Czym jest niedoczas?

Według mnie jest to jeden z najczęściej pojawiających się problemów u rozwijających się szachistów. Na początku kariery jest łatwo: “mało widzę = potrzebuję mało czasu na zastanowienie”.

Jednak trenujący szachista z czasem widzi coraz więcej, a co za tym idzie jego rozmyślania pożerają coraz więcej czasu. I wtedy pojawiają się problemy z niedoczasami!

Jakie są konsekwencje sytuacji, gdzie ja mam na zegarze “sekundy”, a przeciwnik godzinę?

  • przegrywam wygrane pozycje – będąc pod ogromną presją czasu ciężko jest realizować przewagę, a szczególnie w sytuacji, kiedy przeciwnik komplikuje pozycję!
  • frustracja – w końcu trenuję, widzę więcej, a jednak ranking nie rośnie 🙁
  • stres – zamiast myśleć o dobrym ruchu, to mam w głowie “graj szybciej, bo znowu przegrasz na niedoczasie”

Brzmi znajomo? Zapewne każdy szachista przechodził przez to w pewnym momencie kariery. Niestety, ale obawiam się, że spora część szachistów nigdy nie wychodzi poza poziom “mocno początkujący” właśnie przez niedoczasy.

Jak radzić sobie z niedoczasami?

Trening liczenia wariantów

Chyba nie ma bardziej czasochłonnej czynności w czasie partii. Liczenie wariantów to zmora wielu szachistów. Głównie przez to, że jest to dosyć skomplikowana czynność, w której łatwo o pomyłkę.

Łatwo o pomyłkę, a więc warto obliczenia sprawdzić? Raz, drugi, trzeci? I nagle okazuje się, że minęło 30 minut, a ja nie doszedłem do żadnych, logicznych wniosków.

Niestety, ale znam to z autopsji 🙁

Jakie jest lekarstwo? Należy poznać algorytm liczenia wariantów, a potem trenować, trenować i jeszcze raz trenować! Z moich doświadczeń wynika, że podszkolenie się w liczeniu wariantów pomaga w większości przypadków.

Algorytm liczenia wariantów opisałem TUTAJ, a metody treningu TUTAJ, dlatego nie będę tego opisywał w tym artykule.

Dodatkowo możesz zapisać się na newsletter po prawej stronie bloga. Jeden z pięciu kroków to właśnie liczenie wariantów.

Trening debiutowy

Jest 5-ty ruch, przeciwnik ma na zegarze 1:32, a Ty już nie wiesz co masz robić? To normalne, nie ma się czym przejmować. Każdemu zdarza się zapomnieć wariantu/wpaść w jakiś rzadko spotykany system.

Ale jeżeli ta sytuacja zdarzyła Ci się po raz 7-my w tym samym turnieju to znak, że jest to pewien problem!

W jaki sposób ten problem należy rozwiązać?

Kilka szybkich porad (więcej w TYM artykule):

  • miej ustalony repertuar debiutowy – granie “na partyzanta” kosztuje mnóstwo czasu
  • regularnie powtarzaj notatki (które oczywiście trzeba mieć!)
  • graj partie treningowe – teoretycznie klepanie blitza przez internet nie jest zbyt rozwojowe, ale nie ma lepszego sposobu na powtarzanie teorii debiutu! (Jeszcze lepiej byłoby znaleźć “sparing partnera”)

Trening pod presją czasu

Każdą partię gramy z ograniczonym czasem do namysłu, a trening powinien być jak najbardziej zbliżoną symulacją partii.

Sprawa jest banalnie prosta – rozwiązując zadania ustalamy sobie pewną ilość czasu na przemyślenie danej pozycji. W ten sposób motywujemy się do większego skupienia i efektywniejszego myślenia 🙂

Dyscyplina

Wydaje mi się, że wielu szachistów traci czas w niezwykle głupi sposób: spacerowanie po sali gry, rozmyślanie o głupotach lub nawet rozmowy ze znajomymi!

Myślę, że należy zachować odpowiedni balans – w końcu partia szachów trwa kilka godzin, więc ciągłe siedzenie przy desce nie jest dobrym pomysłem. Jednak nie należy przesadzać w drugą stronę, kiedy przeciwnik myśli dłuższą chwilę to nie jest to dla Ciebie “czas na spacer” 😉

Garść porad:

  • ogranicz “spacery” w czasie partii – wiadomo, że co jakiś czas trzeba wyjść do toalety, lub zobaczyć co dzieje się w partii kolegi. Ale spacerowanie przez 90 minut czasu przeciwnika to znaczna przesada.
  • bądź skupiony – rozmowy w czasie partii są sprzeczne z przepisami, a do tego nieeleganckie. Co więcej, wytrącają nas ze skupienia.
  • na ruchu przeciwnika spróbuj “wejść w jego buty” – oceniaj pozycję, próbuj odgadnąć plan przeciwnika!

Odwaga

Wydaje mi się, że wiele problemów z niedoczasem bierze się z braku zaufania do własnych umiejętności. Często w trakcie analiz spotykam się z sytuacją, że “nie zagrałem tego ruchu, bo wydawało mi się, że coś tam jest”. Potem oczywiście pytam: “A widziałeś jakąś groźbę przeciwnika?”. I tutaj zazwyczaj dostaję odpowiedź: “No w sumie to nie”.

Jeżeli masz pomysł, policzyłeś dokładnie warianty i dalej uważasz, że dane posunięcie jest najlepsze to po prostu je zagraj!

Ważna jest pewność siebie 🙂

Granie blitzów w internecie

Na pewnych zawodników nie ma rady – dobrze liczą warianty, znają debiuty, a i tak wpadają w niedoczasy. Tutaj sprawa jest trudniejsza i trzeba podjąć drastyczniejsze środki.

Jeżeli żadna z powyższych porad nie zadziałała to znaczy, że trzeba po prostu katować blitze w internecie. Co to daje?

Grając partie na 3’+0” jesteśmy zmuszeni do podejmowania decyzji w oparciu o intuicję, a nie o dokładne obliczenia. A więc regularne sesje blitza sprawiają, że nasze myślenie staje się znacznie bardziej intuicyjne.

Na moim przykładzie mogę powiedzieć, że odkąd zacząłem streamować (kilka razy w tygodniu mam 2-godzinne “sesje” grania blitza) to problem z niedoczasami praktycznie nie istnieje.

Oczywiście nie chodzi o zagrania 2-3 gierek tygodniowo, tylko o kilkugodzinne sesje! Tylko w ten sposób efekty będą zauważalne 🙂

WAŻNE!

Nie jest to sposób dla początkujących zawodników – jest to sposób “ostateczny” w razie jeżeli poprzednie zawiodły. Gracz, który ma małe pojęcie o szachach ma też słabo rozwiniętą intuicję. Z tego powodu rozwijanie intuicyjnego grania będzie miało katastrofalne skutki.

Nawiasem mówiąc, jest to jedna z wielu przyczyn, przez które mało który zawodnik wykracza poza granicę 1400 elo. Katowanie blitzów na niskim poziomie jest uwsteczniające.

Dodatkowe materiały

Myślę, że szachiści “lubią kombinować” – jest to i plus i minus, ale postanowiłem kiedyś zrobić moim uczniom zajęcia pt.”Proste szachy”. Jestem pewien, że to nagranie będzie niezwykle przydatne dla wszystkich niedoczasowców!

Jeżeli dotrwałeś do tego momentu to może będziesz zainteresowany dołączeniem do zajęć grupowych?

Pomogłem!?

Mam nadzieję, że tak, bo swego czasu miałem ogromne problemy z wpadaniem w niedoczasy i wiem, że to nic przyjemnego…

Teraz już wiesz, co trzeba zrobić – Czas na trening!

« Older posts

© 2019 Dawid szachuje

Theme by Anders NorenUp ↑

FreshMail.pl