Jak już trenować, to porządnie!

Tag: dawid czerw szachy (Page 1 of 2)

Szachy XXII wieku

Niewątpliwe możemy stwierdzić, że żyjemy w ekstremalnie ciekawych czasach. Zauważyliście w ogóle, że 20% XXI wieku już za nami? Ja jakoś wcześniej sobie tego nie uświadomiłem, to chyba niezła oznaka tego, że życie mocno przyspieszyło.

Jeszcze kilkanaście lat temu, kiedy zaczynałem moją, szachową przygodę, grywało się turnieje na zegarach, które przyspieszały przy mocniejszym uderzeniu. A 30-40 lat temu gra bez zegara to nie było nic niezwykłego!

Świat się zmienia i szachy nie pozostają w tyle. Zastanawialiście się kiedyś jaka czeka nas przyszłość? Jak szachy będą wyglądały za kolejne 15 lat?

Treningi

Jestem stuprocentowo przekonany, że pierwszą “ofiarą” rozwoju szachów będą klasyczne treningi szachowe, gdzie trener przyjmuje ucznia w swoim domu i spędzają wspólnie czas na doskonaleniu rzemiosła na 64-ech polach.

Wystarczy popatrzeć na to co się ostatnio dzieje na facebooku. Dosłownie codziennie wyskakuje mi post o jakiejś nowo otwartej akademii szachowej on-line.

Oczywiście wpływ ma na to z pewnością pandemia, która odcięła wielu instruktorom możliwość zarabiania “na żywo”. Jednak myślę, że taki stan rzeczy się utrzyma, bo to po prostu wygodniejsza metoda (dla obu stron!):

  • oszczędność czasu rodzica na czekaniu pod drzwiami salki szachowej
  • oszczędność czasu (i pieniędzy) na dojazdach
  • możliwość “przebierania” w ofertach trenerów z całego kraju, a nawet świata

To zaledwie kilka plusów treningów on-line, a istnieje ich zapewne jeszcze więcej!

Faktem jest, że zajęcia przez “neta” kiepsko sprawdzają się u młodszych dzieci, bo łatwo się one rozpraszają. Chyba realny jest model, w którym zajęcia w przedszkolach/nauczaniu początkowym będą normą, ale wszelkie “poważne” treningi będą już przeprowadzane przez internet.

(Tak przy okazji – porównajcie sobie ile czasu się schodzi na ustawianiu pozycji na zwykłej szachownicy, a ile na elektronicznej!)

Kluby

Idąc tropem poprzedniego punktu wydaje się, że klub też można przenieść do Internetu!

Treningi – prosta sprawa!

Turnieje sparingowe – jak najbardziej!

Integracja – dlaczego nie?

Nigdy nie prowadziłem klubu szachowego, ale wydaje mi się, że kwestią czasu jest migracja do wirtualnego świata. Chociaż tutaj mam pewne wątpliwości związane z moimi obserwacjami zza granicy.

O co chodzi?

Jeżeli chodzi o kluby nastawione na efekt, czyli rozwój zawodników i wygrywanie lig/turniejów – tutaj nie mam najmniejszych wątpliwości. Z pewnością migracja nastąpi już w najbliższym czasie.

Co do klubów amatorskich (nastawionych na miło spędzony czas ze znajomymi i zabawę szachami), to przeniesienie działalności do Internetu może być kłopotliwe.

W końcu ciężko będzie wytłumaczyć żonie, że przez ostatnie 10 lat jeździłeś w każdy weekend na ligę, podpisywałeś remis po 10-ciu ruchach i szliście na piwo do baru 😉

Tutaj muszę przyznać, że jestem niezwykle ciekaw jak sytuacja się rozwinie!

Rozgrywki

Chyba najtrudniejszy (i zarazem najsmutniejszy) temat. Obstawiam, że jeszcze kolejne kilkadziesiąt lat rozgrywki “na żywo” będą poważniej traktowane niż dowolny turniej w Internecie.

Chodzi o nagrody? Nie, w końcu to jest kwestia “obrotności” organizatora.

Chodzi o atmosferę? Być może, chociaż ciężko mi sobie wyobrazić, żeby jakiś arcymistrz stwierdził, że brakuje mu tłumu amatorów dyszących mu w kark podczas nerwowej końcówki partii 😉

Chodzi o przyzwyczajenie? Pewnie tak, chociaż na upartego można kupić automatyczną szachownicę, która przestawia samodzielnie ruchy, a nasze odpowiedzi automatycznie przekazuje do komputera.

Oczywistym jest, że chodzi o oszustów. Już abstrahując od ostatnich wydarzeń na polskiej scenie. Niewątpliwe jest, że zawodnicy o mizernych zasadach moralnych będą wykorzystywali nadarzające się okazje do “zabłyśnięcia”.

Czy istnieją rozwiązania?

Oczywistym pomysłem jest selekcja zawodników, ale to przynosi efekty jedynie połowiczne. Zdecydowanie ogranicza liczbę oszustów, ale jednak zdarzały się przypadki arcymistrzów oszukujących np. na chess.com.

Kiedyś napisałem artykuł o tym na co warto zwrócić uwagę podczas organizacji zawodów “na żywo”. Co w takim razie należałoby zrobić, aby zorganizować “idealny” turniej on-line?

Kontrola tożsamości

Myślę, że jest to absolutnie podstawowy punkt wyjścia, który mocno ogranicza liczbę oszustów. W końcu mało kto jest gotowy zaryzykować reputację (na którą w szachach pracuje się latami!) uczciwego zawodnika, dla wątpliwych korzyści.

W tym punkcie należałoby wprowadzić podobne obostrzenia jakie chess.com ma dla zawodników utytułowanych. (Aby dostać darmowe konto premium, trzeba wysłać swoje zdjęcie z trzymanym w ręku dowodem tożsamości.)

Dodatkowym plusem byłaby kontrola “bankowa” – wysłanie wpisowego przelewem z własnego konta bankowego. Nie z konta np. kolegi, bo wtedy istnieje ryzyko, że ktoś się po prostu podszyje podając za kogoś kim nie jest. (Prawnikiem nie jestem, ale wiem, że podlega to pod nieprzyjemne paragrafy. Jednak można komuś oszczędzić dużo sądowej fatygi prostym obostrzeniem.)

Ilość partii

Oczywistym jest, że oszukiwanie w jednej partii ciężej będzie wykryć niż na dystansie kilkunastu gier. Dlatego w moim “idealnym” turnieju byłby wymóg rozegrania 1000 partii na danej stronie.

W ten sposób odsialibyśmy wielu oszustów dzięki:

  • algorytmowi antycheatingowemu, który zbanowałby pewnie 99,99% nieuczciwych graczy
  • inwestycji w czas – w końcu oszust, który musiałby rozegrać 1000 gier (nawet bulletów) straciłby na to ponad 30 godzin!
  • statystyce – jeżeli ktoś na dystansie 1000 partii wbiłby ranking 1900, a na turnieju wbiłby nagle 2300, to od razu byłoby wiadomo komu przyjrzeć się uważniej!

Myślę, że te dwa punkty (łatwe do wprowadzenia!) odsiewają momentalnie zdecydowaną większość oszustów. Oczywiście byłoby to kosztem frekwencji, ale jest to cena, którą warto ponieść, aby ci którzy zdecydują się na przejście przez “odsiew” bawili się lepiej.

Szczególnie w turnieju z poważną pulą nagród.

Kontrola w czasie partii

Niewielkim kosztem można odsiać kolejną grupę nieuczciwych graczy – wymóg udostępniania: obrazu z kamerki, ekranu komputera oraz kamery na cały pokój.

Aktualnie wydaje się to być absurdem (chociaż w Pro Chess League jest stosowane) ze względu na koszt. W końcu mało kto chciałby wyłożyć na start 300 zł na kamerkę (zgaduję, że większość ma już jedną wbudowaną w laptopy).

Jednak szachiści wydają po 800 zł “lekką ręką” na rozegranie jednego turnieju tempem klasycznym. Obstawiam, że za 15 lat zestaw 1 kamerki na monitor i drugiej na statyw będzie normą w sklepach szachowych!

Kamerka, z której korzystam – źródło x-kom
(koszt rzędu kilkuset złotych, a jakość HD!)

Taka ciekawostka – jeden z zawodników na PCL został wykryty jako oszust, bo osoba kontrolująca zawodników zwróciła uwagę na ciągłe zerkanie w bok tego szachisty 😉

Kto wie, może za 30 lat standardem będzie, że aby zagrać w internetowej kafejce będzie trzeba wpłacić kaucję w wysokości np. 5000zł…

To jak to w końcu będzie z tymi turniejami?

Jak widać kontrola zawodników będzie wymagała sporo “gimnastyki” po stronie organizatora, ale myślę, że turnieje też zostaną przeniesione do Internetu.

Zauważcie, że w ciągu ostatnich 20 lat tempo gry jest ciągle zmniejszane. Kiedyś normą były turnieje na 3 tygodnie, albo nawet miesiąc.

Teraz normą stają się 5-rundowe turnieje w weekendy. W niektórych krajach jest nawet ciężko znaleźć 9-rundowego szwajcara rozgrywanego po 1 rundzie dziennie.

Ta tendencja to nie jest przypadek, w końcu mało kto ma czas (i dostępny urlop), aby wybrać się na 2-tygodniowe rozgrywki. Ale rozegrać jedną partię 30’+30” codziennie po pracy? To już brzmi rozsądnej!

A Wy jak obstawiacie? Czy za 15 lat ciężko będzie rozegrać partię poza Internetem? 🙂

(Przy okazji wspomnę, że niedługo rozpocznie się nabór na zajęcia grupowe – kolejna edycja wystartuje od września!)

“Głowa myśli, ręka robi” – czyli jak poradzić sobie ze zbyt szybkim graniem?

Ostatnio napisałem artykuł o tym jak radzić sobie z niedoczasami – cieszę się, że odbiór był mega pozytywny. Ale dostałem też niemały odzew, że całkiem popularny jest problem odwrotny.

Spora część szachistów (szczególnie amatorów) jest “w gorącej wodzie kąpana”. I na pierwszy rzut oka nie ma w tym nic złego. Są to zawodnicy, którzy lubią sobie “poklikać” i nie bardzo obchodzi ich rozwijanie swoich umiejętności.

Znane jest powiedzenie “Gramy czy myślimy?!” po zbyt długim namyśle przeciwnika 😉

Gorzej jeżeli szachista chce iść naprzód, a jakoś nie jest w stanie się skupić na dłużej niż 10 sekund.

Z czego wynika ten problem?

Brak umiejętności

Zabrzmię brutalnie, ale większość amatorów gra za szybko, bo po prostu nic na szachownicy nie widzą, a co za tym idzie nie odczuwają potrzeby jakiegoś większego rozmyślania.

Oczywiście sam byłem na tym etapie (jak każdy), ale trochę głupio jest się na tym zatrzymać 🙂

Internetowe blitze/bullety

Większość szachistów nie trenuje regularnie, za to praktycznie każdy miewa ochotę na krótszą, lub dłuższą sesje “poklikania” na 3+0 lub 1+0.
W rozsądnych ilościach jest to przyjemna odskocznia, ale “trenowanie” bulletów kilka godzin dziennie musi mieć negatywny wpływ na naszą grę.

Lenistwo

Części szachistów się po prostu nie chce skupiać się i przemęczać myśleniem. Uważam, że nie jest to nic złego, w końcu nie każdy kto się bawi szachami musi mieć aspiracje na poziomie Kasparova.

Jednak takie podejście zabiera mnóstwo frajdy, w końcu nie ma fajniejszego uczucia w szachach niż udowodnienie przeciwnikowi, że jest słabszy 😉

Jak te problemy rozwiązać?

Właściwie nie ma większej filozofii, bo ten problem tkwi w nastawieniu zawodnika (w większości przypadków). Więc zmiana podejścia może dać natychmiastowe efekty.

Trening

Jeżeli nie widzisz nic na szachownicy to będziesz przesuwał figurki “udając”, że grasz w szachy. Więc nie ma lepszego sposobu niż zwyczajne podnoszenie swoich umiejętności.

Tutaj nie ma żadnej filozofii – jeżeli będziesz dostrzegał coraz więcej aspektów pozycji to będziesz potrzebował coraz więcej czasu, aby te elementy przemyśleć. Po pewnym czasie problem zniknie.

(A wtedy będziesz musiał przejść do poprzedniego artykułu, aby poradzić sobie z niedoczasami 😉 )

Właściwie w rozwoju szachisty możemy dostrzec pewną sinusoidę:

  1. Nic nie widzi – gra szybko
  2. Trenuje
  3. Widzi więcej – gra wolniej
  4. Szlifuje umiejętności, które nabył – gra średnio
  5. Trenuje
  6. Widzi więcej – gra wolniej

I tak w nieskończoność.

Detoks blitzów i bulletów

Nałogowe granie superprzyspieszonym tempem wprowadza błędne nawyki do naszego sposobu myślenia (a właściwie całkowicie nas myślenia oducza).

Dlatego proponuję zachować balans – kilka godzin w tygodniu z pewnością nie zaszkodzi (a nawet pomoże). Ale kilka godzin dziennie to zdecydowanie przesada.

Wprowadzenie obowiązkowych pytań

Często jest tak, że przeciwnik robi ruch, a intuicja momentalnie podpowiada nam jak należy zareagować. Oczywiście jest to dobra rzecz, ale intuicję należy sprawdzać!

Ja po każdym ruchu przeciwnika zadaję sobie dwa pytania:

  • Co chce przeciwnik?
  • Co się zmieniło w pozycji?

Dzięki temu podejściu dostrzegam znacznie więcej elementów, a dodatkowo jest to dla mnie znak STOP, który zatrzymuje mnie i nie odpowiadam w pół sekundy 🙂

Chcesz się dowiedzieć więcej o tym (i innych) algorytmach? Zapraszam do przerobienia mojego, w pełni darmowego kursuLINK.

Metody “przymusu bezpośredniego”

Oczywiście “za dzieciaka” też się zmagałem z problemem grania “na partyzanta”. Rozwiązanie okazało się być banalnie proste – po każdym ruchu miałem przykaz od trenera, aby ręce trzymać pod tyłkiem.

Te kilka sekund, które dzieliły moją dłoń od bierek często wystarczało, abym zauważył parę rzeczy, zaczął rozmyślać i nie wykonał posunięcia “z automatu” – proste, a skuteczne.

Słyszałem też, że niektórzy trenerzy stosują metodę “przyklej prawą rękę do oparcia”, ale nie testowałem więc nie polecam 😉

Mam nadzieję, że któraś z metod pozwoli Ci uporać się z tym problemem.

A Ty jesteś myślicielem, czy sprinterem?

« Older posts

© 2020 Dawid szachuje

Theme by Anders NorenUp ↑