Generalnie większość osób zabiera się za podsumowania pod koniec roku. Mnie wzięło na wspomnienia dopiero pod koniec stycznia i muszę przyznać, że…

był to najbardziej szachowy rok w moim życiu!

Zaczęło się całkiem niewinnie. Na przełomie 2016 i 2017 roku brałem udział w Festiwalu Cracoviia. Turniej zaczął się dla mnie wręcz tragicznie… Udało mi się ugrać jedynie dwa remisy z pierwszych czterech partii. Najbardziej bolała 4ta runda, w której miałem totalnie wygraną pozycję. Ale poczułem się zbyt pewnie, niedokładnie liczyłem i o mały włos nie przegrałem.

Piątą rundę grałem na jednym z ostatnich stołów (jeżeli nie ostatnim, nie pamiętam dobrze). Całe szczęście, że „siadło mi” przygotowanie i wygrałem dosyć gładko. Wtedy poczułem moc! W szóstej rundzie także dobrze trafiłem z wariantem, a w kolejnej rundzie udało mi się wygrać z dużo wyżej notowaną Klaudią Kulon. Seria trzech wygranych podniosła mnie na duchu.

W ósmej rundzie ustawiłem całkiem przyjemną pozycję, jednak nie udało mi się wygrać. Znowu nie doliczyłem wariantu…

Zakończyłem turniej sromotną porażką z Mateuszem Dubińskim, ale byłem zadowolony ze swojego występu! Szczególnie jeżeli wziąć pod uwagę marny początek 🙂

W lutym grałem III ligę seniorów. Nie byłem zbyt zadowolony ze swoich partii, ale punktowałem niżej notowanych graczy całkiem solidnie. Ostatecznie awansowaliśmy do II ligi seniorów, a ja zakończyłem turniej z kolejnym wzrostem rankingu!

Po tych dwóch turniejach czułem, że może nastąpić przełom. Wcześniej nigdy nie udało mi się przekroczyć progu 2200 elo. A tutaj brakowało mi tylko 5 oczek. Jednak jak to zwykle bywa, kiedy zaczynam myśleć o rankingu to gram wyjątkowo marnie. Postanowiłem spróbować swoich sił w turnieju w Krynicy.

Zaczęło się świetnie! Wypunktowałem niżej notowanych graczy całkiem solidnie. A w trzeciej rundzie zremisowałem z GM-em Simantsevem (stałem na wygranej :(). Niestety zbytnio się „podjarałem” przekroczeniem 2200 i kolejne rundy nie poszły po mojej myśli…

Nie wiem jak to jest u Was. Ale mnie takie turnieje mega motywują. Kiedy zbiorę manto to wtedy jakoś mam większą motywację do treningu. I praca się opłaciła! Kolejnym turniejem był Open Orlova (grałem w poprzednich dwóch edycjach i zawsze traciłem na rankingu…).

Zacząłem bezbłędnie ogrywając dwóch niżej notowanych zawodników. Ale trzecia runda to najbardziej żałosny moment w mojej karierze. Miałem na rozkładzie GM Alekseya Kiślińskiego. Nawet widziałem najlepsze posunięcie w pozycji. Ale bałem się podjąć rękawicę i zgodziłem się na remis…

No cóż po tym żałosnym incydencie musiałem się jakoś zebrać do kupy i grać dalej. W czwartej rundzie czekała mnie niespodzianka. Debiut poszedł całkiem po mojej myśli. Dostałem „francuską” strukturę białymi, więc byłem całkiem zadowolony. W tym momencie przeciwnikowi zadzwonił telefon, co zapewniło mi „wygraną”.

W piątej rundzie też udało mi się wygrać, ale tutaj całkowicie zasłużenie. Trafiłem z przygotowaniem i nie wypuściłem inicjatywy ani na moment 🙂

W szóstej rundzie walczyłem z kolejnym GM-em. Pozycję białymi dostałem bardzo marną i cały czas walczyłem o ustanie. W wieżówce bez pionka marzyłem o remisie, a okazało się, że powinienem grać na wygraną. Trochę szkoda tak jak rundy trzeciej, ale tutaj nie mam wyrzutów sumienia, bo prawidłowego planu po prostu nie widziałem 🙂

W kolejnej rundzie grałem z Marcinem Molendą i po długiej walce zasłużenie przegrałem. Na szczęście w ostatnich dwóch rundach zrobiłem 1,5 punktu co dało mi trzecie miejsce i spory zysk na rankingu! Zdecydowanie był to najlepszy i zarazem najgorszy turniej w mojej karierze 😉

Udało mi się solidnie przebić 2200, ale były szanse na dużo lepszy wynik.

W czerwcu zbliżała się sesja, więc trzeba było znaleźć jakąś wymówkę od zakuwania! Okazja znalazła się bardzo łatwo. Miałem turniej na miejscu w Krakowie. Generalnie nie przepadam za dwoma rundami dziennie. Grało mi się jakoś tak bez entuzjazmu i w czterech partiach zgodziłem się na remisy bez większej walki.

W ostatniej rundzie grałem z Radkiem Barskim. Moja pozycja była niezbyt ciekawa (narobiłem sobie mnóstwo słabości). Jednak na niedoczasie przeciwnik wpadł na pułapkę i ostatecznie udało mi się wygrać i zyskać na rankingu 🙂

Udało mi się zdobyć całkiem pokaźną nagrodę, ale ze swojej postawy w 4ech partiach nie byłem zadowolony…

Po turnieju byłem w plecy z nauką, dlatego musiałem odpuścić szachy i przygotować się do egzaminów. Udało mi się pozdawać wszystko w pierwszych terminach. Ale pojechałem na Open Karvina totalnie nieprzygotowany i wykończony fizycznie. Dało to o sobie znać szczególnie w drugiej połowie turnieju…

Prosto z turnieju pojechałem na zgrupowanie przed I ligą juniorów. Dało mi to czas, żeby odpocząć, a też miałem okazję przygotować drużynę do ważnego występu!

Jako trener uważam, że spisałem się całkiem nieźle. Nie byliśmy faworytami, ale udało nam się zająć w I lidze 3cie miejsce.

Praktycznie cały lipiec zajmowałem się szachami tylko jako trener, więc miałem spore obawy przed swoim kolejnym występem. Co ciekawe turniej ułożył się dla mnie bardzo dobrze. Przegrałem tylko z dwoma arcymistrzami i ze wszystkich partii byłem zadowolony 🙂

Przyznam szczerze, że nie przygotowałem się do tego występu jakoś szczególnie, ale udawało mi się trafić z przygotowaniem praktycznie w każdej partii 🙂

Po Suwałkach przyszedł czas na przygotowania do II Ligi Seniorów. Mój klub pierwszy raz występował w tych rozgrywkach. Graliśmy bardzo dobrze (nie spodziewałem się tego!). Niestety okazało się, że wygrywanie 3.5-2.5 z silnymi drużynami jest słabiej punktowane niż wygrywanie 6:0 z cienkimi drużynami… Dlatego zabrakło nam jednego miejsca do utrzymania się 🙁

Osobiście zagrałem całkiem przyzwoicie i turniej zakończyłem z minimalną stratą na rankingu, ale ze swojego występu byłem zadowolony.

Po lidze dostałem informację, że będę mógł zagrać w kołówce z normą na IM-a. To dało mi „kopa” do treningu. Przygotowałem się chyba najsolidniej w swojej całej karierze. I pojawiły się tego efekty! Zagrałem świetny turniej, z którego jestem bardzo dumny 🙂

Do normy zabrakło całego punktu, ale dobre partie i zysk na rankingu mi to zrekompensowały.

Możecie sobie wyobrazić, że dostawszy taką szansę dałem z siebie wszystko. Po turnieju byłem krańcowo wykończony. A prosto z kołówki pojechaliśmy z Marcinem Molendą na pierwszy zjazd III Ligi Seniorów… Moja gra była tragiczna i z dużo niżej notowanymi zawodnikami zrobiłem zaledwie 2/3 punktów co zapewniło mi solidną stratę na rankingu 🙁

W listopadzie sporo się u mnie działo, sporo się pozmieniało. Musiałem odpuścić własny trening, żeby wszystko „poogarniać”. Po moich występach w Czechach nawiązałem nowe kontakty i zgodziłem się grać w czeskiej lidze. Jednak brak treningu szybko dał o sobie znać i prawdopodobnie Czesi pożałowali, że mnie „zatrudnili”… Mogę jedynie powiedzieć, że w styczniu udało mi się nie przegrać partii w lidze czeskiej 😉

W drugim zjeździe polskiej III ligi poszło mi niewiele lepiej:

Ostatecznie jestem całkiem zadowolony z roku 2017. Były wzloty i upadki, ale udało mi się przebić barierę 2200, a w ciągu roku zyskałem około 100 oczek 🙂

Plan na 2018?

Nie popełnię błędu stawiania sobie wymagań rankingowych. Ale jestem świadomy mankamentów w swojej grze i w tym roku mam zamiar się ich pozbyć 🙂